sobota, 11 maja 2013

Nieudana nauka Vaultów

Witajcie. Dziś próbowałam z Tośkiem choć trochę opanować vaulty, chociaż coś takiego, czego nie można nazwać vaultem, a mianowicie wskakiwanie na nogę.

Czy zdołamy nauczyć się czegoś podobnego, przynajmniej w pozycji klęczącej? Wierzę w nas, nadzieję trzeba mieć zawsze!

Tośka tylko koncentrowała się na kości prasowanej, nie na mnie - to właśnie za pomocą kości chciałam zwabić Tośka do nogi, na szczęście dotykała łapami moich części ciała, i to właśnie mnie zadowoliło, ale właśnie problem tkwił w tym, że Tośka ma bardzo, ale to bardzo gęstą i jedwabistą sierść, a raczej gęsty i jedwabisty włos. Z tego powodu Toś szybko się męczyła, a właśnie to zmotywowało mnie do obcięcia Tosi. Jaka ona była zadowolona, w sumie, pańcia też.Tosia cały czas nie dawała sobie spokoju, latała, a raczej biegała z kąta w kąt. Jakże szczęśliwy był ten szczyl. Radość trwała trochę dłużej, bo i wyszliśmy na spacerek koło domu. Akurat miałam grilla. To i właściwie posiedzieliśmy trochę dłużej, Tosia siedziała grzecznie pod ławką. Teraz ma okres cieczki, więc nie wiadomo, co się będzie działo przez następne kilka tygodni. Małą trzeba mieć na oku przez niespełna miesiąc. Jakże to nudne. Ale żeby potomstwa nie było to trzeba jakoś reagować. Nie będę sterylizowała Tosi, ani jej rozmnażała. Dzisiejszego postu dobiegł kres końca, a więc nie ma za bardzo o czym pisać więcej.

Miłego czytania, zapraszam do dalszych postów, obserwowania i komentowania.

                                                                                  Pozdrawiam, Laura&Tosia.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz